Simone Weil „Świadomość nadprzyrodzona”

Monika Trzaskowska, I LO, Szczecin
Materiały do wykorzystania na lekcjach z klasami o profilu humanistycznym.

Lekcja dwugodzinna w III klasie liceum:
Człowiek wobec pustki i absurdu świata (na podstawie „Dżumy” Alberta Camusa oraz tekstów filozoficznych).

„Próby nadania sensu cierpieniu na podstawie esejów A. Camus”:
Propozycje punktów do modelu odpowiedzi
Model odpowiedzi do fragmentów „Człowieka zbuntowanego” i „Mitu Syzyfa”

Simone Weil „Świadomość nadprzyrodzona” - fragmenty


 

Simone Weil „Świadomość nadprzyrodzona”

 

 

Wątpienie jest zaletą rozumu, a przez to istnieje też wątpienie, które daje się pogodzić z wiarą. Pewność to posłuszeństwo rozumu, w żadnym wypadku poddanie się zewnętrznemu, choćby nawet przyjętemu przez wiarę, autorytetowi.

Rozum potrzebuje zupełnej wolności, włącznie z wolnością zaprzeczenia istnieniu Boga i wskutek tego religia wiąże się z miłością, a nie ze stwierdzeniem czegoś lub zaprzeczeniem.

Istnieją dwa ateizmy, z których jeden jest oczyszczeniem pojęcia Boga. (…) Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą w prawdziwej wierze: w tym sensie ateizm jest oczyszczeniem. (…) Człowiek, którego cała rodzina zginęła w mękach, który sam przeszedł długie tortury obozu koncentracyjnego. Muszę starać się mieć o Boskim miłosierdziu takie pojęcie, które się nie zatrze i nie zmieni, choćby nie wiem jakie przypadki los na mnie zesłał.

(„Rozum, ateizm, wiara”)

 

Miłość-caritas i wiara, będąc czymś odrębnym, są zarazem nierozdzielne. Każdy, kto jest zdolny do odruchu czystego współczucia w stosunku do nieszczęśliwego, ma w sobie może nieświadomie, ale zawsze w sposób rzeczywisty, i miłość Boga, i wiarę. (…) Ateista (…) zdolny do czystego współczucia jest równie bliski Bogu jak chrześcijanin. (…) Chrystus nie zbawia tych wszystkich, którzy mówią do Niego: „Panie, Panie”. Ale zbawi tych, którzy z czystym sercem dają głodnemu kawałek chleba, wcale o Nim nie myśląc.

(…) W wyniku określonego porządku świata (…) konieczność odbiera naszej miłości każdy jej przedmiot, dlatego na nią właśnie trzeba tę miłość przenieść.

Boga kocha się naprawdę wtedy, kiedy kocha się Go poprzez zło jako takie. Zło jest dla miłości tym, czym tajemnica dla rozumu. Próby znalezienia czegoś, co by wyrównywało, usprawiedliwiało zło, są dla miłości równie szkodliwe, jak próby przeniesienia treści tajemnic na płaszczyznę ludzkiego rozumu.

Jakże można przypuszczać, że dałoby się czymkolwiek wyrównać zło, skoro ze względu na nie Bóg został ukrzyżowany?

Wszelkie zrodzone na tym świecie zło przenosi się od człowieka do człowieka aż do momentu, gdy natrafi na istotę doskonale czystą, która je przyjmie na siebie w całości i w ten sposób zniszczy. Człowiek, którego spotkało zło, nie pragnie unicestwić go w ogóle, ale uwolnić się od niego, wyrzucić poza siebie. Bóg nie posiada tego „na zewnątrz”, gdzie mógłby przerzucić zło: sferą Jego istnienia jest wszystko. Bóg może tylko pragnąć, aby zło zostało unicestwione. Ale zło zapadnie się w nicość tylko przez zetknięcie się z Bogiem.

(„Wiara i dobro”)

 

Wszelka pociecha w nieszczęściu oddala od miłości i prawdy. Trzeba kochać Boga poprzez cierpienie. Pokochać myśl, że jestem niczym; pokochać moją nicość.

Wyjątkowa wartość cierpienia niewinnych. Przypomina ono tę zgodę na zło w świecie stworzonym, [wyrażoną przez] Boga, który jest niewinny.

Wszystkie bez wyjątku zdarzenia życia, cokolwiek by nam niosły, są umownymi znakami Bożej miłości.

Wiara to wierzyć, że Bóg jest miłością i niczym więcej, albo lepiej: wiara to wierzyć, że rzeczywistość jest miłością, widząc ją jasno taką, jaka jest. Kochać to, czego nie sposób znieść. Objąć uściskiem żelazo, przywrzeć ciałem do chłodnego, twardego metalu. Amor fati (na podobieństwo matematycznej konieczności). Chrystus na krzyżu – największe zło wyrządzone największemu dobru; pokochać to – to pokochać ład tego świata.

(„Bóg i stworzenie”)

 

[W człowieku jest] potrzeba nagrody, otrzymania równowartości tego, co daje się samemu. Ale jeśli, zadając tej konieczności gwałt, pozostawiamy pustkę (…) pojawia się nagroda nadprzyrodzona. Zgodzić się na pustkę w sobie to już sprawa nadprzyrodzona. Skąd wziąć energię na czyn, który pozostanie bez echa? (…) Trzeba tu przede wszystkim oderwania się, czegoś rozpaczliwego, aby powstała pustka: noc ciemna. Rezygnacja z działania nie wytwarza jeszcze pustki. Zrezygnować nie z działania, ale z jego owoców: w tym jest pustka. Jeśli godzimy się na pustkę, jakiż cios z ręki losu może nam przeszkodzić w kochaniu wszechświata?

Kochać cierpienie dlatego, że jest.

Godzić się na to, co gorzkie (amare amabam) właśnie dlatego, że gorzkie. Mówić jak Iwan Karamazow: „Nic nie może wynagrodzić jednej łzy dziecka”. A jednak godzić się na te wszystkie łzy i na te niezliczone okropności – nie dlatego, że być może są w jakiś sposób wynagradzane, ale dla nich samych. Godzić się na to, aby były, po prostu dlatego, że są.

Aby odnaleźć rzeczywistość cierpienia, trzeba najpierw przeżyć objawienie rzeczywistości poprzez radość. Trzeba usiłować znaleźć w cierpieniu rzeczywistość jeszcze pełniejszą – nicość i pustkę. Im lepiej pojmuje się pełnię radości, tym czystsze i głębsze jest cierpienie w nieszczęściu i współczucie dla innych. Cóż bowiem cierpienie odbiera człowiekowi, który nie ma w sobie radości?

Traktowanie cierpienia jako ofiary jest pociechą, a zatem zasłoną rzuconą na rzeczywistość cierpienia. To samo będzie, jeśli na cierpienie będziemy patrzeć jako na karę. Cierpienie nic nie oznacza. Trzeba pokochać je w jego rzeczywistości, którą jest nieobecność znaczenia. W przeciwnym razie nie kocha się Boga.

(„Wyobraźnia wśród pustki, sprzeczności i przypadku”)

 

Jeżeli miłość Boża jest doskonałym wzorem sprawiedliwości, a to dlatego, że nie ma żadnej styczności z siłą, to i człowiek może być sprawiedliwy tylko w podobny sposób wzbraniając sobie wszelkiej styczności z siłą, a wzbronić sobie tego może tylko przez miłość. Przez miłość powinien naśladować tę miłość, która cierpi tylko wtedy, gdy godzi się na cierpienie. Także i człowiek może się do niej upodobnić. Wystarczy, że z miłości do stworzonego przez Boga ładu świata w każdym momencie gotów będzie w całej pełni przyjąć wszystkie bez wyjątku ciosy, jakie mu może przynieść bieg wypadków. To bezwarunkowe „tak”, wypowiedziane w najgłębszych pokładach duszy, jest tylko milczeniem, jest najzupełniej wolne od niebezpieczeństwa styczności z siłą. Jest to prosta metoda. Nie ma innej. To amor fati, cnota posłuszeństwa, cnota w pełnym znaczeniu tego słowa chrześcijańska. Ale to „tak” ma wartość tylko wtedy, gdy jest zupełnie bezwarunkowe. Wtedy przenosi naprawdę tę część duszy, która powiedziała „tak”, do nieba.

(„Posłuszeństwo”)

 

W każdym bólu, niezależnie od jego nasilenia, kiedy prawie cała nasza dusza woła w głębi naszej istoty: „Niech to się skończy, już dłużej nie mogę”, niech jakaś choćby nieskończenie drobna cząsteczka duszy powtarza: „Jeśli tak się podoba Bożej mądrości, zgadzam się, żeby to trwało całą wieczność”.

Kiedy dusza woła: „Ten ból musi ustać choć na chwilę!”, odpowiadać jej chłodno i cynicznie jak Talleyrand żebrakowi: „Nie widzę konieczności…”. A z miłości dodawać: „Zgadzam się, by ta potrzeba trwała niezaspokojona, w takim jak dotąd, albo i większym nasileniu, niczym i w żaden sposób niewynagradzana (…). Nagrodą jest sama zgoda. Ale nie wolno tak jej oceniać, bo wtedy pryśnie całe dobro, jakie ze sobą niesie. Zgodą nie jest zmęczenie i odpoczynek – zgoda jest wtedy czymś pozornym i złudnym. Dla woli taka zgoda jest tym, czym dla rozumu występująca w tajemnicy sprzeczność. Jest absurdem. Jest zgodą na to, aby nie być.

Godzić się na to, aby nie być, to godzić się na pozbawienie wszelkiego dobra, a taka zgoda jest posiadaniem pełnego dobra. Tylko my tego nie wiemy. Jeśli wiemy, dobro znika. Orfeusz traci Eurydykę z chwilą, gdy na nią spojrzał.

Kiedy cała dusza woła: „Muszę!” z wyjątkiem jednej jej cząstki, która odpowiada: „Dlaczego?” i „Zgadzam się, żeby…nie…” – w takich chwilach niesie się krzyż.

Cierpienie pozostaje jakimś stosunkiem do radości: w stanie głębokiej i czystej radości jesteśmy w równym stopniu pozbawieni dobra, bo całe dobro jest w przedmiocie, który nas napełnia radością.

(„Droga duszy”)


[ Czytaj komentarze ][ Umieść komentarz ]

Wstęp | Co mówią o niej inni ? | Jej życie | Wybór myśli | List do o.Perrin | Artykuły i opracowania
Strony poświęcone Simone Weil | Bibliografia | Klub Dyskusyjny Simone